Gdy pod koniec zimy, gdzieś na przełomie lutego i marca, zacząłem prowadzić dziennik, miał on bardzo proste zadanie. Chciałem stworzyć miejsce do zapisywania najważniejszych informacji związanych z ogrodem – terminów siewów, wykonanych prac, obserwacji dotyczących upraw czy notatek przydatnych przy planowaniu płodozmianu w kolejnych latach. Taka zwykła dokumentacja działki.
Z czasem jednak zacząłem zauważać, że w notesie pojawia się coraz więcej treści niezwiązanych bezpośrednio z grządkami. Obok informacji o wysianych warzywach zaczęły pojawiać się obserwacje z codziennego życia, pomysły, plany, przemyślenia i drobne wydarzenia, które chciałem zachować na później.
Stało się to zupełnie naturalnie. Nie było momentu, w którym postanowiłem założyć osobisty pamiętnik. Po prostu dokumentacja ogrodu zaczęła stopniowo rozszerzać się na inne obszary życia. Dziś zapisuję w niej już nie tylko to, co dzieje się na działce, ale również to, co zajmuje mnie na co dzień.
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że taki dziennik jest bardzo przydatnym narzędziem. Pozwala uporządkować myśli, wrócić do wcześniejszych pomysłów i zauważyć rzeczy, które w natłoku codziennych spraw łatwo umykają. Mam też wrażenie, że dzięki regularnym notatkom życie staje się bardziej uporządkowane, a nawet ciekawsze. Zwykłe dni przestają zlewać się w jedną całość, bo pozostaje po nich jakiś ślad.
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by prowadzić taki dziennik w formie elektronicznej. Być może byłby nawet bogatszy, bo łatwo można byłoby dołączać zdjęcia, tworząc od razu coś w rodzaju cyfrowej kroniki. Sam jednak zauważyłem, że ręczne pisanie w zwykłym zeszycie ma swój wyjątkowy urok. Zmusza do zwolnienia tempa, pozwala lepiej uporządkować myśli i poświęcić chwilę uwagi temu, co chce się zapisać.
Jest też coś przyjemnego w samym fakcie zapełniania kolejnych stron odręcznym pismem. Być może to kwestia przyzwyczajenia, a może po prostu cecha mojego pokolenia, które dorastało jeszcze w czasach zeszytów, notatników i papierowych kalendarzy. Niezależnie od przyczyny, właśnie taka forma najbardziej mi odpowiada. Dzięki niej prowadzenie dziennika staje się nie tylko zapisem wydarzeń, ale również małym codziennym rytuałem.
Wiem, że pomysł prowadzenia dziennika jest czymś nowym czy niezwykłym. Od wieków robili to marynarze, podróżnicy, badacze i ludzie żyjący na uboczu. Takie zapiski pomagały im porządkować codzienność, zachowywać obserwacje i utrwalać doświadczenia. Zresztą niektóre znane książki, pamiętniki czy relacje z podróży powstały właśnie na podstawie prowadzonych przez lata notatników i dzienników.
Nie oznacza to jednak, że mam ambicję napisać powieść o własnym życiu. Mój dziennik najprawdopodobniej pozostanie tym, czym jest obecnie – prywatnym, dość osobistym zbiorem notatek. Miejscem, w którym mogę zapisać zarówno informacje o uprawach i działce, jak i zwyczajne wydarzenia, pomysły czy przemyślenia. Jeśli kiedyś będę chciał przypomnieć sobie, jak wyglądał ten etap mojego życia, znajdę to właśnie tam.
Tak oto coś, co miało być jedynie dokumentacją działki i upraw, niepostrzeżenie stało się dziennikiem mojej codzienności. I wygląda na to, że zostanie ze mną na dłużej.
Komentarze
Prześlij komentarz