Odkąd zamieszkałem w niewielkim domku na działce, coraz częściej dochodzę do wniosku, że najważniejszą częścią mojego domu wcale nie są jego ściany. To ogród jest miejscem, w którym spędzam większość czasu, pracuję, odpoczywam i obserwuję zmieniającą się przyrodę. Sam domek pełni przede wszystkim funkcję schronienia i zaplecza do codziennego życia.
Sam domek ma zaledwie kilkanaście metrów kwadratowych. To wystarczająco dużo, by mieć miejsce do spania, przygotowania posiłku, przechowywania najpotrzebniejszych rzeczy i schronienia się przed niepogodą. Spełnia wszystkie podstawowe funkcje, jakich potrzebuję na co dzień. Jednocześnie jest zbyt mały, by prowadzić w nim typowe domowe życie. Trudno mówić o przestronnych pomieszczeniach, wygodnym salonie czy miejscu, w którym chciałoby się spędzać całe dnie. To raczej niewielka norka niż tradycyjny dom.
Z czasem zauważyłem jednak, że wcale mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie.
Mały domek sprawia, że naturalnie więcej czasu spędzam na zewnątrz. To właśnie ogród stał się moim głównym miejscem do życia. Gdy tylko skończę jakieś obowiązki, zamiast siedzieć w czterech ścianach, wychodzę między rośliny. Mogę obserwować, jak rosną warzywa, sprawdzić, co nowego zakwitło, wykonać drobne prace albo po prostu usiąść i nacieszyć się otoczeniem.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że urządzając ogród, urządzam jednocześnie swoje mieszkanie. Każda nowa roślina, każdy krzew owocowy, każda ścieżka czy element małej architektury nie są tylko dodatkiem do działki. To część przestrzeni, w której żyję na co dzień.
Kiedy sadzę kwiaty, nie myślę wyłącznie o tym, że będą ładnie wyglądały. Tworzę miejsce, w którym będę przebywał przez wiele kolejnych lat. Gdy sadzę krzew owocowy, nie jest to tylko inwestycja w przyszłe plony. To również element mojego najbliższego otoczenia. W pewnym sensie niewiele różni się to od urządzania mieszkania. Jedynie zamiast kupować kolejne meble czy dekoracje, sadzę rośliny.
Dużą zmianę przyniosło również postawienie wiaty. To był jeden z lepszych pomysłów, jakie udało mi się zrealizować. Dzięki niej nawet podczas deszczu mogę przebywać na zewnątrz. Mam dach nad głową, ale jednocześnie nadal jestem w ogrodzie. Słyszę odgłos padającego deszczu, czuję świeże powietrze i mogę obserwować otoczenie.
Dzisiaj w samym domku spędzam naprawdę niewiele czasu. Głównie śpię, przygotowuję posiłki i wykonuję kilka podstawowych czynności. Nawet jedzenie często przenosi się na zewnątrz. Jeśli pogoda pozwala, znacznie przyjemniej jest usiąść w ogrodzie niż przy stole w niewielkim wnętrzu.
Oczywiście wraz z nadejściem zimy część tego stylu życia zapewne się zmieni. Dni będą krótsze, temperatury niższe, a ogród mniej zachęcający do wielogodzinnego przebywania na zewnątrz. Z drugiej strony nie wiem, jak bardzo wpłynie to na moje codzienne przyzwyczajenia. Już teraz łapię się na tym, że nawet chłodniejsze dni nie są dla mnie przeszkodą, by wyjść z domu i spędzić trochę czasu wśród roślin.
Może właśnie dlatego coraz częściej myślę o ogrodzie nie jako o działce, ale jako o swoim prawdziwym miejscu do życia. Dom daje schronienie, ale to ogród jest przestrzenią, w której naprawdę spędzam czas.


Komentarze
Prześlij komentarz