W zeszłych sezonach prace działkowe robiłem głównie w dni wolne - zazwyczaj w weekendy. Tak sobie wtedy marzyłem, by tu mieszkać. Myślałem sobie, że mógłbym prace ogrodnicze robić bez czekania na wolne. Na zasadzie kilkanaście minut dziennie i reszta dnia to czas wolny. I pewnie tak by było, gdybym areału upraw nie powiększał.
Jak to wyglądają teraz moje dni w ogrodzie? Czy faktycznie jest to maks godzinka dziennie a reszta to wolne? Ależ skąd. Codziennie jakieś zajęcie. Odchwaszczanie, podlewanie, bieżąca pielęgnacja, zbiory różności poza ogrodem. Co chwila coś. Nie jest to co prawda charówka od świtu do zmierzchu - w końcu nie uprawiam ręcznie kilkudziesięciu arów.
Nie podejrzewałem, że aby dobrze prowadzić nawet niewielki ogród potrzeba tyle pracy i zaangażowania. Ale nie narzekam. Wręcz przeciwnie. Przepełnia mnie radość. Czasem zmęczenie, ale radość. Ogród wygląda naprawdę ładnie. Widzę, że będzie dawał zarówno plony jak i będzie cieszył oko.
Zaczyna się właśnie fajny okres. Cięższej pracy niewiele. Większość zadań to drobnostki, ale bardzo ważne. Zasiewy porobione, do czasu zbiorów jeszcze daleko. Kwiaty pokazują się w pełnej krasie - i one obok rosnących warzyw radują serce.
Co prawda ogród skutecznie zweryfikował moje wyobrażenia o "kilkunastu minutach dziennie", ale trudno mieć o to pretensje. W końcu sam go co roku powiększam.
Komentarze
Prześlij komentarz