Jak wróciłem do własnego chleba, mając tylko patelnię

 Jeszcze kilka lat temu piekłem własny chleb dość regularnie. Nie było to szczególnie trudne, bo miałem maszynę do chleba. Wystarczyło wsypać składniki, ustawić odpowiedni program i po kilku godzinach cieszyć się świeżym bochenkiem. Taki chleb smakował mi zdecydowanie bardziej niż większość pieczywa ze sklepu.


Po zmianie warunków życia sprawa nieco się skomplikowała. Oczywiście mogłem całkowicie zrezygnować z chleba. Próbowałem nawet tego rozwiązania, ale szybko okazało się, że nie jest to takie proste. Chleb od lat stanowił ważny element mojej diety i zwyczajnie go brakowało.

Na początku po prostu co kilka dni chodziłem po pieczywo. Problem w tym, że nie był to zwykły wyskok do osiedlowego sklepu. Każde wyjście po chleb oznaczało małą wyprawę, zajmującą czas i wymagającą pewnego planowania.

Zacząłem więc szukać bardziej długoterminowych rozwiązań. Pierwszym pomysłem był chleb tostowy. Ma stosunkowo długi termin przydatności, więc mogłem kupować kilka sztuk na zapas i odwiedzać sklep znacznie rzadziej. Teoretycznie wszystko się zgadzało. W praktyce jednak smak takiego pieczywa pozostawiał dla mnie wiele do życzenia.

Kolejnym etapem były różnego rodzaju pieczywa chrupkie i suche. Wydawało mi się to świetnym rozwiązaniem, więc od razu zrobiłem niewielki zapas. Niestety szybko zrozumiałem, dlaczego niektórzy żartobliwie nazywają je styropianem. Nie byłem w stanie zjeść nawet tego, co kupiłem. Jako okazjonalna przekąska sprawdza się nieźle, ale jako codzienny zamiennik chleba – zdecydowanie nie dla mnie.

Później odkryłem chlebki typu pita. To był pierwszy zamiennik, który naprawdę przypadł mi do gustu. Smakowały dobrze, długo zachowywały świeżość i całkiem szybko przyzwyczaiłem się do jedzenia ich zamiast tradycyjnego chleba.

W pewnym momencie zacząłem się jednak zastanawiać, czy nie dałoby się przygotowywać czegoś podobnego samodzielnie. Nie miałem już maszynki do chleba ani piekarnika, ale miałem patelnię. Pomyślałem więc, że warto spróbować.

Pierwsze eksperymenty nie były szczególnie udane. Robiłem zwykłe podpłomyki bez drożdży, ale efekt nie do końca odpowiadał temu, czego szukałem. Dopiero później postanowiłem wykorzystać klasyczne ciasto chlebowe. Tak naprawdę nie trzymam się żadnego przepisu co do grama i zazwyczaj wszystko robię na oko, ale mniej więcej na 300 gramów mąki przypada około 180–200 ml wody, pół łyżeczki soli, kilka gramów drożdży i odrobina oleju. Po wymieszaniu składników zostawiam ciasto do wyrośnięcia, a później formuję cienkie placki i piekę je na patelni.

Po kilku wypiekach i kilku błędach udało się dojść do zadowalającego efektu. Okazało się, że przygotowanie takiego pieczywa jest znacznie prostsze, niż początkowo zakładałem. Nie wymaga skomplikowanego sprzętu ani specjalnych umiejętności.

Dzisiaj właśnie taki chleb jest moim codziennym pieczywem. Owszem, wymagał pewnej zmiany przyzwyczajeń. Trudno zrobić z niego typową kanapkę, do jakiej przywykłem przez lata. Zamiast tego odrywam kawałek placka i jem go z tym, co akurat mam pod ręką. Czasem zastępuje sztućce, czasem służy do nabierania różnych dodatków. Po krótkim czasie okazało się, że taki sposób jedzenia jest całkiem wygodny i naturalny. Co najważniejsze - mam pieczywo, które mi smakuje, mogę zrobić je samodzielnie i nie muszę już planować osobnych wypraw tylko po bochenek chleba.

Patrząc na całą tę historię, trochę mnie bawi, że droga do własnego chleba zaczęła się od rezygnacji z piekarnika i maszynki. Ostatecznie okazało się jednak, że czasami ograniczenia zmuszają do szukania prostszych rozwiązań. W moim przypadku skończyło się na czymś, co jest łatwe do przygotowania, smaczne i dobrze sprawdza się na co dzień.



 
  

Komentarze