Liście malin przerabiam na dwa sposoby - tylko suszenie oraz oksydacja. Oksydowane już robione, teraz czas na wersję suszoną jedynie.
Zbiory w terenie - w sumie przyjemność sama w sobie. Oczywiście pod warunkiem, ze surowca jest sporo, schylać się nie trzeba, klękać, kucać itp. Wtedy zbiory są czystą przyjemnością.
Dobra - tyle na razie wystarczy. Chciałoby się więcej, niestety ilość miejsca do suszenia też ograniczona, dlatego też nie dam rady zebrać za jednym razem tyle ile bym chciał - muszę etapami.
Najpierw surowiec myję, potem zostawiam na stoliku do obcieknięcia. Później już rozkładam cienką warstwą gdzie się da. Muszę sobie tutaj zorganizować suszarnię jakąś, bo na razie wszystko działa jako prowizorka (na stole, na łóżku...).
Komentarze
Prześlij komentarz