Dawno dawno temu nauczyłem się robić syrop z kwiatów mniszka. Naczytałem się o jego cudownych właściwościach. Potem przyszedł sceptycyzm - czy to aby na pewno taki cudowny lek? Przecież to się tyle czasu gotuje - czy to aby na pewno zachowuje cokolwiek wartości? Teraz patrzę na ten syrop trochę inaczej - uznaję go za substytut (tani zamiennik) miodu. Wychodzę z założenia, że to troszkę prozdrowotny słodzik - i robię go głównie dla smaku.
Następnego dnia odcedziłem odwar. Samego płynu wyszło mi coś powyżej jednego litra. Płyn zacząłem gotować razem z cukrem - samego cukru użyłem niecałe 2 kg. Sporo? No trudno - wychodzę z założenia, że to słodzik. W końcu miód to też w większości cukier.
Gorący syrop przelałem do słoiczków. Słoiczki zakręciłem i pasteryzowałem kilkanaście minut. Wyszło tego niewiele. Ale zbiory oraz robienie syropu będę powtarzać.
Komentarze
Prześlij komentarz