Po co fistaszki w tunelu foliowym

Fistaszki wysiałem  bezpośrednio do gruntu w tunelu foliowym. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie wcześniej rozsady, bo w naszym klimacie każdy dodatkowy tydzień wzrostu ma znaczenie. Problem w tym, że jeszcze jakiś czas temu nie miałem samego tunelu, więc o uprawie fistaszków nawet poważnie nie myślałem. Pomysł pojawił się właściwie spontanicznie.


Fistaszki są o tyle ciekawe, że wiele osób błędnie traktuje je jako zwykłe orzechy. Sama nazwa „orzechy ziemne” albo „orzechy fistaszkowe” mocno się przyjęła, ale pod względem biologicznym mają znacznie więcej wspólnego z fasolą czy grochem niż z leszczyną albo włoskimi orzechami. To roślina motylkowata, czyli należąca do tej samej grupy co wiele roślin strączkowych.

Ma to zresztą swoje praktyczne znaczenie. Rośliny motylkowate potrafią wiązać azot atmosferyczny dzięki bakteriom żyjącym przy ich korzeniach. W praktyce oznacza to, że mogą częściowo wzbogacać glebę i poprawiać jej strukturę. Nawet jeśli plon nie będzie spektakularny, sama obecność takich roślin w tunelu ma pewną wartość.

Najbardziej fascynujący jest jednak sam sposób owocowania fistaszków. Po kwitnieniu roślina tworzy charakterystyczne wydłużające się pędy, które stopniowo kierują się ku ziemi i wbijają w podłoże. Dopiero pod powierzchnią rozwijają się strąki z nasionami. Sam pomysł, że roślina „zakopuje” własne owoce, wydaje się dość niezwykły i właśnie takie nietypowe mechanizmy sprawiają, że chce się próbować podobnych upraw.

Nie nastawiam się więc wyłącznie na wielkie zbiory. Jeśli uda się doczekać własnych fistaszków, będzie świetnie. Jeśli nie, to i tak będzie to ciekawy eksperyment, nowe doświadczenie i coś dobrego dla gleby w tunelu.

 

 


 
  

 

Komentarze