W zeszłych sezonach, gdy moje uprawy były w ilościach symbolicznych samo plewienie zajmowało mi kilka godzin tygodniowo. Nie jestem w stanie stwierdzić ile - może dwie może trzy. Przy areale upraw nie przekraczajacym 20-30 m.kw. było to szybko i sprawnie. Teraz jest to praktycznie codzienne zajęcie.
Przykładowe grządki po plewieniu...
Oczywiście nie ma co narzekać. W końcu to wynik mojej decyzji. Nic nie stało przecież na przeszkodzie, bym pozostał tutaj przy dotychczasowym areale. Na zasadzie 20-30 m.kw. grządki na wszystkiego po trochu, plus tunel foliowy. Podstawowe warzywa przecież drogie nie są.
Ale ja się uparłem, by zdecydowaną większość warzyw (a najlepiej wszystkie) mieć z własnego ogrodu. No to mam za swoje. Od drugiej połowy maja praktycznie codziennie wychodzę na grządki i powolutku sobie plewię.
Akurat to lubię. Może nie robię tego jakoś super dokładnie bo wychodzę z założenie, że i tak za tydzień będzie powtórka to danej grządce.
Komentarze
Prześlij komentarz