Pierwsze koszenie trawnika w tym sezonie

Pierwsze koszenie trawnika w tym sezonie już za mną. U mnie trawnik nigdy nie miał przypominać angielskiego pola golfowego. Nie zależy mi na idealnie niskiej trawie ani na walce z każdym chwastem. Mogą sobie rosnąć - akurat tutaj jest dla nich miejsce.




Trawę koszę rzadko. Zwykle 2 - 3 razy w sezonie i w zupełności mi to wystarcza. Im mniej obsługi wymaga taki kawałek terenu, tym lepiej. I szczerze mówiąc moje podejście wynika trochę z lenistwa, a nie z jakiejś szczególnie dopracowanej filozofii ogrodnictwa. Po prostu zwyczajnie nie chce mi się często kosić.

Oczywiście można do tego dorobić różne argumenty o bioróżnorodności, zatrzymywaniu wilgoci czy bardziej naturalnym charakterze ogrodu. Pewnie coś w tym jest. W moim przypadku to raczej efekt uboczny, choć bardzo pożądany. Im więcej różnych roślin i owadów funkcjonuje tutaj bez większej ingerencji z mojej strony, tym lepiej.

Teoretycznie mógłbym wysiewać tutaj specjalne mieszanki kwiatów polnych, mikrokoniczynę i różne podobne wynalazki. Ale prawda jest dużo prostsza - zwyczajnie nie chce mi się w to bawić. Trawnik żyje sobie trochę po swojemu, a ja jedynie 2 - 3 razy w sezonie go przystrzygę.

Jest też drugi praktyczny plus takiego podejścia. Pokos z wysokiej trawy to dla mnie świetny surowiec do ściółkowania grządek. Zamiast traktować skoszoną trawę jako odpad, po prostu wykorzystuję ją później w ogrodzie.

Pierwsze koszenie ma więc bardziej praktyczny wymiar niż estetyczny. To moment, gdy trawa robi się już na tyle wysoka, że zaczynam mieć problem ze znalezieniem pozostawionych gdzieś narzędzi. Samo koszenie bardziej przypomina więc sianokosy niż pielęgnację przydomowego trawnika.

Pierwsze już za mną. Kolejne pewnie dopiero w lipcu, a może nawet w sierpniu.




 
  

Komentarze