Nie używam tradycyjnego obornika

Nie używam tradycyjnego obornika i wcale nie uważam tego za problem. Po prostu wolę prostsze rozwiązania. Zamiast dużych ilości zwykłego obornika używam obornika suszonego i granulowanego. Tak jest mi po prostu wygodniej.


Nie muszę organizować żadnej dostawy, umawiać terminu ani zastanawiać się, gdzie złożyć kilka worków. Idę do sklepu, kupuję małe opakowanie i używam dokładnie wtedy, kiedy potrzebuję. Bez planowania wszystkiego z wyprzedzeniem.

Podoba mi się też to, że mogę nawozić punktowo. Nie rozsypuję obornika po całym ogrodzie i nie robię wielkiego nawożenia raz na kilka lat. Daję go tam, gdzie akurat sadzę bardziej wymagające warzywa i tyle. To jest dla mnie dużo wygodniejsze.

Przy tradycyjnym oborniku musiałbym jeszcze pamiętać całe zmianowanie związane z nawożeniem. Musiałbym wiedzieć, co jest w pierwszym roku po oborniku, co w drugim, co w trzecim i czego lepiej nie sadzić po świeżym nawożeniu. Wolę prostszy system, w którym nie muszę pamiętać, gdzie dwa lata temu był obornik.

Nie oznacza to oczywiście, że całkowicie rezygnuję z dbania o glebę. Nadal stosuję kompost, nawozy zielone, płodozmian, gnojówki roślinne, popiół drzewny czy skorupki jajek. Po prostu zamiast dużych ilości tradycyjnego obornika wolę rozwiązania, które są dla mnie wygodniejsze i łatwiejsze do stosowania na co dzień. O tym jak nawożę ogród jeszcze napiszę. 

Oczywiście zwykły obornik ma swoje zalety, szczególnie przy większym nawożeniu gleby, ale ja bardziej cenię wygodę i prostotę. Dlatego obecnie najbardziej odpowiada mi właśnie taki model, w którym kupuję małe opakowanie, robię szybkie nawożenie, punktowe użycie i brak całej „logistyki obornika”.



 
  

Komentarze