Działkę kupiłem prawie trzydzieści lat temu. Najpierw stanął na niej domek. Nie budowałem go sam - robił go bliski wtedy kolega, ja głównie pomagałem. Zrobił to porządnie, skoro dom stoi do dziś i przez wszystkie te lata właściwie nic poważnego się z nim nie działo.
Ta działka od początku była ważnym miejscem w moim życiu. Kiedy jeszcze pracowałem zawodowo, pozwalała mi choć na chwilę odetchnąć. Nawet jeden dzień w tygodniu spędzony tutaj wystarczał, żeby złapać dystans i odpocząć od codzienności.
Przez wiele lat nie uprawiałem tu zbyt dużo. Może kilkanaście metrów kwadratowych warzyw - trochę ogórków do zakiszenia, trochę buraków, coś do podjadania na miejscu. Nigdy nie chodziło mi o wielkie plony. To miała być raczej odskocznia niż prawdziwe gospodarstwo. Reszta działki była głównie trawnikiem, a właściwie bardziej chaszczami niż trawnikiem.
W zeszłą jesień przeprowadziłem się tutaj na stałe. I wtedy coś się zmieniło. Uznałem, że skoro już tu mieszkam, to chcę stworzyć prawdziwy ogród. Taki przy domu, którym można zajmować się codziennie, a nie tylko od czasu do czasu.
Wziąłem się ostro do roboty. Samo przekopywanie ziemi zajęło mi całą jesień. Z wcześniejszych kilkunastu metrów upraw zrobiło się ponad 200 - 250 metrów kwadratowych warzywnika. Założyłem też część z krzewami owocowymi. Wcześniej miałem po jednym agreście, borówce i porzeczce. Teraz krzewów jest dużo więcej, bo dokupiłem nowe i wszystko stopniowo posadziłem.
To nie była tylko praca w ogrodzie. Tamtej jesieni bardzo potrzebowałem pracy fizycznej. Potrzebowałem się zmęczyć, czymś zająć głowę, robić coś konkretnego zamiast myśleć o głupotach. Kopanie, porządkowanie i planowanie kolejnych grządek stały się dla mnie czymś więcej niż zwykłym zajęciem. To były podwaliny nowego życia i jednocześnie sposób, żeby przetrwać trudny okres po zmianach, które przyszły w moim życiu.
Dziś praktycznie wszystko jest tu zrobione „od linijki”. I właśnie tego teraz potrzebuję - poczucia uporządkowania. Widzę je w równych grządkach, wyznaczonych ścieżkach i kolejnych rzeczach robionych krok po kroku.
Dlatego postanowiłem prowadzić dziennik działki i jednocześnie dziennik osobisty. Chcę zapisywać szczegóły dotyczące upraw: co robię, kiedy robię i jak robię. Chcę też notować ważniejsze wydarzenia i własne przemyślenia. Mam poczucie, że takie prowadzenie zapisków pomoże mi uporządkować myśli tak samo, jak wcześniej porządkowanie działki pomagało mi uporządkować przestrzeń wokół siebie.
Chcę planować każdy dzień i każdy tydzień, zarówno pod kątem ogrodu, zbiorów i upraw, jak i zwykłych codziennych spraw. Myślę, że właśnie tego najbardziej potrzebuję: spokoju, rytmu i poczucia, że wszystko ma swoje miejsce.
Może to nie jest wielkie gospodarstwo marzeń. Nie mam hektarów ziemi ani idealnego ogrodu z katalogu. Wszystko tutaj jest raczej w wersji mini. Ale właśnie tutaj chcę zacząć życie od nowa. Samotnie już co prawda, ale na trzeźwo.

Komentarze
Prześlij komentarz