Jak wyobrażam sobie dalsze życie z ogrodem

W poprzednim wpisie opowiedziałem historię mojej działki. Teraz chcę trochę opowiedzieć o moich dalszych planach związanych z ogrodem. To nie będzie czysty opis techniczny. To raczej opowieść o tym jak planuję dalej żyć w tym miejscu, o tym jak planuję zorganizować sobie ogród. Bo to nie chodzi tylko o to co tu będę uprawiać, w jaki sposób i ile. To w znacznej mierze kwestia, w jak dużym stopniu zamierzam korzystać z plonów ogrodu a także okolic działki. 


Oczywiste dla mnie jest, że mając do dyspozycji jedynie 2 - 2,5 ara powierzchni uprawnej nie będę w stanie być żywieniowo samowystarczalnym. Tak mi się wydaje. Zakupy artykułów spożywczych będą konieczne. Ile i w jakim stopniu? Na tak postawione pytania nie jestem w stanie odpowiedzieć. 

Moim planem jest to, by zdecydowaną większość warzyw, owoców, ziół mieć z własnego ogrodu oraz okolicznych terenów. Marzy mi się nie kupowanie warzyw i owoców - na ile to będzie realne - życie pokaże. 

Będę więc dążyć do tego, by jak najwięcej powierzchni działki przeznaczyć na uprawę roślin jadalnych - i tu mam na myśli nie tylko warzywa, ale też jakieś owoce, może z czasem zioła. 

Pod znakiem zapytania pozostaje kilka kwestii. Wypunktuję je.

1. Różnorodność czy ilość? 

W tym roku na różnorodność nie ma co liczyć. Będę uprawiać poniżej kilkanaście warzyw: fasolka szparagowa, bób, buraki ćwikłowe i pastewne, cebulę zwykłą i kępkowe, ogórki, dynie, cukinie, patisony, czosnek, szpinak, być może ziemniaki. Jak widać - zestaw raczej skromny. Niektórzy mają więcej odmian fasoli u siebie, niż ja warzyw ogólnie. Jednak to zupełnie celowe. Bo zależy mi w tym sezonie przede wszystkim na warzywach pewnych, które nie wymagają aż tak oprysków, łatwe w uprawie. 

Czy taki stan rzeczy pozostanie? Nie wiem. Zależy mi by mieć z działki duże plony. Nie chcę na pewno warzyw kapryśnych - np. pomidory w gruncie. 

Możliwe też, że postaram się w kolejnych sezonach mieć większą różnorodność upraw. Bo jak widać - obecna lista nie jest zbyt okazała. Brakuje tu nawet podstawowych warzyw, jak seler, por, czy chociażby całej masy warzyw kapustnych. 

2. Czy uprawiać ziemniaki i ile?

Posiłki powinny zawierać jakąś bazę skrobiową. Mogę pójść w kierunku ziemniaków lub produktów zbożowych. Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego. Dobrze byłoby mieć własne ziemniaki, gdyż jakoś nie wyobrażam sobie gotowania zupy, bez dodatku ziemniaków. Niestety z osobistego doświadczenia wiem, że ziemniaki to od razu problem z zarazą ziemniaczaną. Do tej pory nie miałem zbytnio czasu by kombinować z naturalnymi metodami - moje przyjazdy na działkę możliwe były raz w tygodniu a czasem rzadziej. Teraz tu mieszkam, więc mogę reagować nawet na pierwsze objawy choroby. Poza tym mam tu więcej czasu na robienie różnych mikstur. 

A sztuczne środki ochrony roślin? No będę się starać nie używać. Jednak dla ogórków zrobiłem wyjątek, dla ziemniaków też mogę zrobić, jeśli podejmę się ich uprawy. 

3. Ogródek ziołowy

Zamierzam zbierać rożne zioła i surowce herbaciane. Czy będę zakładać ogródek ziołowy? fajnie by było. Jednak na razie nie wiem, czy będę coś takiego zakładać. Mam trochę mięty przy ogrodzeniu, gdzie indziej rośnie melisa. I to by było na tyle ziół u mnie. Resztę zbieram w terenie. Czy tak pozostanie? A może będzie u mnie ogródek ziołowy? To na razie pod znakiem zapytania. 

4. Wspomniana kwestia używania syntetycznych środków ochrony roślin i nawozów

O ile w przypadku nawozów mam jasny plan. Zamierzam przede wszystkim korzystać z nawozów naturalnych. I to najlepiej z tych "nie sklepowych". Więc przede wszystkim kompost, gnojówki roślinne, odpowiednie zmianowanie roślin. Ze sklepu oczywiście będę kupować obornik czy kurzak suszony - to sprawdzone osobiście nawozy. 

W przypadku syntetycznych środków ochrony roślin sprawa jest bardziej złożona. Chciałoby się powiedzieć - to skomplikowane. Otóż - będę się starać stosować jedynie naturalne metody. Jednak, gdy będę widział, że one niewiele pomagają - zastosuję odpowiedni oprysk syntetyczny. Bo nie po to przez kilka miesięcy dbałem o dane warzywo, by z powodów ideologicznych pozbawić się plonu. 

Gdy okazywać się, będzie, że określone warzywo nie radzi sobie bez chemicznych oprysków - będę skłonny zrezygnować z jego uprawy. Nie dotyczy ogórków gruntowych, aczkolwiek tu sprawę załatwiam jednym opryskiem. 

5. Kwiaty w ogrodzie

Tutaj jednoznacznie - będzie ich więcej. Na razie mam tu jedynie głównie kwiaty cebulowe - trochę narcyzów, trochę tulipanów, trochę lilii. Zwiększę udział kwiatów w ogrodzie i to nie tylko ze względów estetycznych. Dawniej różnorodne kwiaty w ogrodzie sadzono nie tylko dla ozdoby, ale przede wszystkim z powodów praktycznych. Przyciągały pszczoły i inne owady zapylające, dzięki którym warzywa i drzewa lepiej owocowały. Niektóre rośliny odstraszały szkodniki lub przyciągały pożyteczne owady zjadające mszyce. Kwiaty pomagały także chronić glebę, zatrzymywać wilgoć i ograniczać choroby roślin. Część z nich działała jak naturalne „pułapki” na szkodniki, odciągając je od warzyw. Dawne ogrody były tworzone jako naturalny, różnorodny ekosystem, który potrafił sam utrzymywać równowagę bez użycia chemii. Zamierzam troszkę więc wrócić "do korzeni". 





Komentarze