Kolejna zaleta życia tutaj to coś, co trudno przeliczyć na pieniądze - ogród. Kiedyś marzyło mi się, żeby mieć takie miejsce: wyjść z domu i po prostu być w ogrodzie. Bez dojazdów, bez planowania, bez „kiedyś”. Ot, drzwi i już. I trochę ironicznie - dziś właśnie to mam. Domek jest mały, bardzo prosty. Można by powiedzieć: klitka. Ale wystarczy zrobić kilka kroków i jestem na zewnątrz. W zieleni, w ciszy, w swoim kawałku przestrzeni.
Nie muszę nigdzie jechać, żeby „pobyć na działce”. Bo ja już tu jestem. To daje coś, czego wcześniej nie doceniałem - taką codzienną bliskość natury. Nawet jeśli to tylko namiastka życia na wsi, to dla mnie ma ogromną wartość. Poranna kawa na zewnątrz, coś do zrobienia przy roślinach, zwykłe bycie w przestrzeni, która nie jest zamknięta ścianami. I w tym wszystkim jest pewien paradoks: warunki są dalekie od idealnych, a jednocześnie mam coś, co kiedyś było jednym z prostych marzeń.

Komentarze
Prześlij komentarz