Po wszystkich niedogodnościach pora na coś, co naprawdę robi różnicę - koszty życia. A właściwie ich minimalny poziom. Moje stałe opłaty są bardzo niskie - to kilkuset złotych rocznie. I w zasadzie tyle. Nie ma comiesięcznych rachunków, które przychodzą niezależnie od sytuacji. Przy braku regularnych dochodów to ogromna ulga.
Nie mam prądu z sieci, więc odpada kolejny koszt. Wiele rzeczy, które w standardowym życiu generują stałe wydatki, tutaj po prostu nie występuje. Oczywiście są bieżące potrzeby. Gaz do gotowania, telefon i internet - w najprostszej formie. Do tego jedzenie - raczej podstawowe produkty, bez większych wydatków.
Nie prowadzę dokładnych wyliczeń, więc to bardziej ogólne spojrzenie niż konkretne liczby. Ale jedno jest pewne: koszty życia w takim trybie są naprawdę niskie. Zdecydowanie niższe niż w standardowych warunkach.
I to jest coś, co realnie odczuwam na co dzień. Mam też wrażenie, że duża część kosztów życia wynika nie tylko z miejsca, ale z poziomu potrzeb i sposobu funkcjonowania.

Komentarze
Prześlij komentarz