O mojej działce

Moja działka ma niewiele ponad 3 ary, ale każdy metr jest tu przemyślany i wykorzystany. Ponad 2 ary zajmują uprawy – głównie warzywa oraz kilka krzewów owocowych. To właśnie one są sercem tego miejsca. Trawnik? Jest, ale raczej symboliczny. Bardziej traktuję go jak „podłogę na zewnątrz” – kawałek przestrzeni, gdzie można usiąść, odpocząć albo coś zrobić, niż perfekcyjnie przystrzyżony dywan zieleni.

 
Kwiaty również się pojawiają, ale w roli dodatku. Nie są głównym bohaterem – mają cieszyć oko, przyciągać zapylacze i po prostu uzupełniać całość.


Najważniejsze są dla mnie warzywa. Uprawiam głównie sprawdzone, „pewne” odmiany – takie, które dobrze radzą sobie w naszych warunkach i nie wymagają specjalnych zabiegów. Bez udziwnień, bez eksperymentów na siłę. Stawiam na prostotę i niezawodność.

Kluczowe założenie? Brak chemicznych środków ochrony roślin. Wszystko musi radzić sobie w miarę naturalnie – przez dobór roślin, płodozmian i zdrową glebę. Przy ogórku jedynie troszkę więcej biegam - ale tu załatwiam sprawę jednym opryskiem. 

Nie mam szklarni ani tunelu foliowego, więc jestem w pełni zależny od pogody i sezonu. To trochę ogranicza, ale jednocześnie daje większą satysfakcję.

Plony z działki oczywiście lądują w słoikach. Najważniejsze przetwory dla mnie to ogórki kiszone, buraczki tarte, cukinia lub patisony w zalewie octowej, sałatka szwedzka oraz kompoty. To są takie, których robiłem dużo i te akurat udało mi się zeszłej jesieni porobić. 

Być może będę zwiększać różnorodność swoich słoików. Tego jeszcze nie wiem. W końcu tutaj chciałbym żyć głównie z zasobów ogrodu oraz okolicznych terenów. Wiadomo, że nie uda mi się całej potrzebnej żywności uprawiać i zbierać w okolicy. Chciałbym jednak ograniczyć zakupy warzyw czy owoców do minimum.


Efekt? Z działki pochodzi zdecydowana większość mojego jedzenia. Dokupuję głównie produkty skrobiowe i tłuszcze, cała reszta to efekt własnej pracy. To nie tylko sposób na jedzenie - to styl życia, który daje poczucie niezależności i realnego kontaktu z tym, co trafia na talerz.
 
 

Komentarze