Minimalistyczny zestaw zasilania i elektroniki

Gdy byłem piękny i młody lubiłem wyjazdy pod namiot. Nie było wtedy jeszcze smartfonów i potrzeby bycia non stop online. Biwaki trwały czasem tydzień czasem dłużej. I jakoś bez prądu dawało radę. Były już co prawda telefony komórkowe, jednak nie trzeba ich było codziennie ładować. 

Gdy się tu wprowadziłem przypomniałem sobie te młodzieńcze lata i postanowiłem sprawdzić, czy można dzisiaj funkcjonować na jakimś poziomie komfortu bez podłączenia do sieci elektrycznej lub bardzo rozbudowanej instalacji fotowoltaicznej. Zadałem sobie wtedy pytanie - do czego prąd mi tutaj będzie faktycznie niezbędny. Wyszło, że w sumie niewiele urządzeń elektrycznych potrzebuję, by w miarę komfortowo funkcjonować - są to radio, telefon oraz oświetlenie. Radio już tu miałem, lampki kempingowe też. Smartfon z reguły mam przy sobie, miałem też power banka, z którym tu przyjeżdżałem. To mi wystarczało na weekendowe przyjazdy tutaj lub spędzanie czasu wolnego. Po wprowadzeniu się tutaj uznałem, że nie potrzebuję tu więcej sprzętów, ponad to co tu jest - radio, telefon oraz lampki kempingowe. Wiedziałem jedynie, że muszę kupić sobie jakiś panel słoneczny oraz sensownego power banka. 

 


I tak oto mój zestaw obecny obejmuje: turystyczny panel słoneczny, power bank, lampki kempingowe, telefon, radio. Czy mi to wystarcza? Na razie musi. Owszem - chciałoby się więcej udogodnień, jednak nauczyłem się radzić z obecnym zestawem. 

Telefon - to mój aparat fotograficzny, podręczny komputer oraz ogólnie bramka do cyfrowej przestrzeni. W sumie ciekawe jest to, że jeszcze 20 lat temu był czymś opcjonalnym. Dzisiaj? Nie będę ukrywać - nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. 

Lampki turystyczne. W tak małym domku w zupełności wystarczają. Mogę je położyć na stole wedle potrzeb, mogę powiesić przy suficie, mogę z nimi wyjść na zewnątrz. Skoro wystarczyły pod namiotem, czemu w małym domku inwestować w coś bardziej zaawansowanego?

Radio? Kiedyś na działce wystarczyło - coś grało, coś mówiło, były wiadomości. Ot taki trochę zagłuszacz ciszy. Dość szybko przyzwyczaiłem się tutaj do spędzania czasu bez telewizji. Czasem w telefonie coś obejrzę i mi to wystarczy. 

Power banki - to po prostu mój główny i jedyny magazyn prądu. W planach dokupienie jeszcze jednego większego. 

Panel słoneczny - jak można się domyśleć - za wiele się z niego nie uzyskuje, jednak przy moim obecnym zestawie elektroniki jakoś daje radę. Panel słoneczny jest na stole na zewnątrz i w zależności od potrzeb ładuje lampkę kempingową, power banka lub radio. Zimą czasem musiałem sobie pomagać lampą naftową albo wyjściem do miasta by sobie prąd uzupełnić w galerii handlowej. Być może rozważę zakup czegoś mocniejszego. 

Czy obecnie posiadane sprzęty dają mi wystarczający poziom komfortu? No cóż - zimą nie zwariowałem. Detoks od telewizji bardzo się przydał. A że zimą czasem trzeba było posiedzieć przy lampie naftowej - to nawet było klimatyczne. I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze - że komfort nie zawsze znaczy więcej.

Obecnie uzyskiwanie energii elektrycznej to więcej latania niż przy najbardziej wymagających warzywach. Rano wyjąć panel słoneczny na stół na ogród, podłączyć do niego power banka, albo telefon, albo lampkę. Wieczorem schować - by elektronika nie była pod chmurką. 

 


No i ogólnie prąd trzeba oszczędzać, co tutaj ma zupełnie inny wymiar niż w typowym mieszkaniu. W końcu moje zużycie liczy się w kilkudziesięciu Wh a nie w kilku kilkunastu kWh dziennie 😂 - niewielka różnica 😂 2 - 3 rzędy wielkości. Jak na dzisiejsze standardy - bardziej warunki polowe niż domowe. Przywykłem. Jednak czy tak zostanie na wieki wieków? Tutaj nie dam jednoznacznej odpowiedzi.  

 


Przyłącze pewnie by kosztowało mnie kilka kilkanaście tysięcy. Pojęcia nie mam jakie były to koszta. Potem oczywiście rachunki. Na razie nie stać mnie zwyczajnie na samo przyłączenie się.  

Brakowało (i nadal czasem brakuje) mi możliwości posiedzenia wieczorem przed telewizją. Owszem oglądałem filmy na telefonie, jednak to namiastka raczej. Ludzie na działkach rod mają prąd z sieci, niektórzy mają tv - no bo przecież te wystające anteny to nie na cb radio. 

Brakuje mi czasem lodówki i innych udogodnień. Takie rzeczy jakoś rozwiązałem - tak jak pod namiotami kiedyś - konserwy się nie psują. Poza tym gotuję na bieżąco, tyle ile zjem danego dnia. W sumie dzięki temu jem świeże. Jednak nie oszukujmy się - lodówka, zamrażalnik, pralka, tv... to wszystko bardzo ułatwia dzisiaj życie. 

Zatem czy kiedyś założę sobie prąd z sieci. Podejrzewam, że jak już dostanę prawo do emerytury, to się podepnę. Postawię sobie też troszkę większy dom, bo obecne kilkanaście m.kw. to ogólnie mało. Ale to pieśń przyszłości. A może... A może zwyczajnie przez najbliższe kilkanaście lat przywyknę do tych warunków na tyle, że przestanę potrzebować wspomnianych udogodnień? Nie przewidzę tego, jak będę żyć za kilkanaście lat. 

 

 

 
  

Komentarze